fbpx
Bernard Lipiński
Sesje zdjęciowe

Sesja w stylu retro

Po sylwestrowej zabawie już dawno opadł kurz, euforia spowodowana nastaniem nowego roku osiadła, wszyscy lub prawie wszyscy zrobili swoje podsumowania poprzedniego roku. Wygląda więc na to, że jestem z tym tematem trochę do tyłu. Z premedytacją.

Kiedy sieć zalewa fala podsumowań poprzedniego roku oraz postanowień noworocznych, ogromna ich liczba znika nie zauważona. No, ile można. Prawda? Dlatego ja postanowiłem sobie odpuścić. Miniony rok przeszedł do czasu przeszłego i nie ma większego sensu nadmiernie się nad nim rozwodzić. Tym bardziej, że o większości mniej lub bardziej ciekawych wydarzeń informujemy naszych znajomych i obserwujących nasze działania na bieżąco za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Trzeba przyznać, że rok 2020 rozpoczął się rewelacyjnie. Już w pierwszym tygodniu stycznia zrealizowałem sesję pracowników Ośrodka Studiów Wschodnich. Firma ta wraca do mnie regularnie, co jest ewidentnym dowodem ich satysfakcji z wykonywanej przeze mnie pracy. Tradycyjnie już swoimi umiejętnościami i talentem podczas sesji wspierała mnie wizażystka, Monika Molenda, której działania możecie obserwować pod tym adresem: https://www.facebook.com/molendamakeup/. Bardzo pozytywny zastrzyk motywacji do pracy na kolejne miesiące. Pojawiły się też pierwsze w tym roku umowy na fotografię ślubną. To cieszy jeszcze bardziej, bo oznacza nawiązanie kontaktów z mnóstwem nowych ludzi. A ja naprawdę lubię pracować z ludźmi.

Rok 2020 ma być bardzo intensywny w mojej pracy. Zaplanowałem realizację sporej ilości sesji, pojawił się też w mojej głowie pewien dość ambitny projekt. Na ten temat jednak na razie nie chcę wiele zdradzać. Jeśli jednak jesteście ciekawi przecieków lub bardziej szczegółowych informacji, zachęcam do śledzenia mojej strony w serwisie Facebook: https://www.facebook.com/bernardlipinskifotograf/ oraz mojego profilu na Instagramie: https://www.instagram.com/bern.art_fotografia/. W tych dwóch miejscach też najwcześniej pojawiają się moje nowe zdjęcia. Tak więc warto mieć je na oku.

A teraz do rzeczy. W pierwszym tygodniu stycznia zrealizowałem sesję, która zaplanowała się bardzo szybko i sprawnie. Jak to, zaplanowała się? A tak. Potrzebne są dwa czynniki, chęć tworzenia i konkretna osoba do współpracy. Taką osobą w tym przypadku była modelka, Weronika. Jeśli macie ochotę zapoznać się z jej portfolio, znajdziecie je tutaj: https://www.instagram.com/cnamonka/. Krótka rozmowa na temat charakteru sesji wyłoniła stylizację wzorowaną na francuskiej modzie retro. Sesja miała odbyć się w plenerze. Dokładnie, pod mostem Poniatowskiego i w jego okolicach. Miejsce to ogólnie nie jest najpiękniejsze na świecie, ma jednak kilka fajnych akcentów, które dobrze pasowały mi do tematu. Poza tym, zależało mi na wykorzystaniu światła błyskowego, a tam jest wystarczająco ciemno by było to możliwe.

Nie wszystko i nie zawsze układa się idealnie od początku do końca. I dobrze, przeszkody i różnego rodzaju niespodziewane sytuacje zmuszają do pobudzenia kreatywności oraz szukania innych rozwiązań.

Wbrew prognozom pogody, od rana padał deszcz. Tak więc na miejscu okazało się, że w zasadzie wszędzie jest paskudnie mokro. Deszcz zupełnie nie sprzyjał tem przedsięwzięciu. Po krótkich oględzinach scenerii pozostało dojść do wniosku, że warunków do pracy brak. Trzeba było szybko przewertować pamięć w poszukiwaniu innego miejsca, które pasowałoby do stylizacji i dało możliwość zrealizowania sesji na sucho. Pierwsze pomysły nie były przekonujące, pojawił się natomiast jeden… ten jedyny, ten właściwy!

Centrum Nauki Kopernik.

Zdziwieni?

Przypomnijcie sobie jak wygląda ten budynek, szczególnie od strony bulwarów. Zaświtało? No właśnie. Bardzo duża przestrzeń zasłonięta bryłą CNK. Dach! Sucho! A do tego bulwary w perspektywie. Można trafić lepiej? Myślę, że w tym momencie nie można było. Zdjęcia niech będą wystarczającym dowodem.

Gdy wylądowaliśmy na miejscu faktycznie można było odetchnąć z ulgą. Miejsce było suche, a do tego byliśmy zasłonięci przed wiatrem, który pozwalał sobie dokazywać co nieco. Zacząłem więc spokojnie rozstawiać sprzęt, modelka natomiast robiła ostatnie szlify do zdjęć. Pierwotny plan zakładał zrobienie zdjęć z bulwarami w tle. Chciałem przetestować w tych warunkach filtr Hoya ProND 100, w który zamierzałem ubrać swój obiektyw oraz zestaw lamp ubranych w oktaboxy o średnicy 80 cm. Po kilku próbnych strzałach okazało się, że pomiędzy naszym “studiem” a tłem jest zbyt duży kontrast i ta zabawa po prostu nie ma sensu. Tak więc filtr powędrował do torby, ja natomiast skupiłem swoją uwagę na charakterystycznej, brązowej ścianie z płyt. Wykorzystanie jej jako tło okazało się doskonałym pomysłem.

Skoro problem lokalizacji i tła mieliśmy kreatywnie rozwiązany, pozostało przystąpić do pracy. Na początku korzystałem tylko z jednej lampy i efekt okazał się być bardziej niż satysfakcjonujący. Mogę nieskromnie powiedzieć, że było rewelacyjnie od pierwszych kadrów. Później do gry włączyłem drugie źródło światła, które pracowało w kontrze. Tak powstało kilka kadrów, ostatecznie jednak większość zdjęć powstała przy użyciu jednego słoneczka.

Światło grało pięknie. Stylizacja była idealna, dopracowana w najmniejszym szczególe i absolutnie spójna. Weronika wykonała fantastyczną robotę dopinając ten element na ostatni guzik. Tło również robiło świetną robotę. Ponieważ stylizacja zawierała elementy brązu, wszystko ze sobą pięknie grało. Wyjątkowo istotną rzeczą, jak zawsze, jest współpraca z modelką. Na tym polu również wszystko doskonale ze sobą stroiło.
W zasadzie nie miałem do roboty nic poza zajmowaniem się kadrami i światłem. Modelka sama wiedziała co ma robić, a drobiazgi ustalaliśmy na bieżąco. Tak więc, nie pierwszy już raz, zdjęcia niemalże same się robiły. Praca przebiegała wyjątkowo sprawnie i przyjemnie. W ciągu dwóch godzin powstał zestaw, w którym nie było elementów słabych. Wybór był tylko pomiędzy bardzo dobrymi i jeszcze lepszymi.

Jak więc widać, drobne niepowodzenia w realizacji pierwotnego planu nie muszą być złe. Więcej, nie jestem w pełni przekonany, że zdjęcia wykonane w pierwotnej lokalizacji były by lepsze od tych, które zrobiliśmy. Ściana CNK w roli tła sprawdziła się w stu procentach – jej kolorystyka, sposób w jaki odbija światło i przyjmuje cień, to wszystko dało tło żywe, ale nie nachalne. Natomiast sama przestrzeń pod bryłą budynku okazała się doskonałym miejscem na rozstawienie plenerowego studia. Nic, tylko robić. Polecam!